W powietrzu dało się wyczuć coś dziwnego, jakby iskry zaklęć przecinających powietrze wciąż unosiły się gdzieś wkoło, jakby magia nie osiadła jeszcze na ciałach, nie zabrała wszystkiego, co zabrać miała. Zdawało się, że cisza będzie trwała wiecznie, lecz już wkrótce wdarły się w nią rozmowy, lamenty i krzyki, radość mieszała się z bólem, płacz mógł zwiastować szczęście, ale i oszałamiający ból po stracie kogoś bliskiego. Wielka Sala zasłana była ciałami tych, którzy polegli ich towarzysze nachylali się nad nimi starając się powstrzymać ból łapiący za serca. Zwycięstwo zostało okupione straszliwą ofiarą, nikt nie mógł mieć co do tego wątpliwości. Zielone zygzaki zdawały się wciąż ciąć wolną przestrzeń, a zniszczone bariery, ściany, obrazy, cały zamek pogrążony w zniszczeniu jedynie potęgował odczucie przerażenia. Jego wśród poległych nie było. Nie miała pojęcia, czy po prostu go nie odnaleziono, czy może jednak, na co naprawdę liczyła, znajduje się gdzie indziej. Tej nocy straciła już bowiem zbyt wielu bliskich, by pozwolić sobie na odejście jeszcze jednego znajomego. Zaciskała mocno zęby starając się powstrzymać łzy cisnące się na policzki, próbowała również zignorować ból połamanej ręki, który przytępiał jej myśli i nie pozwalał zupełnie się skupić. Miała podrapaną twarz, włosy skleiły się w strąki od zakrzepłej na nich krwi, pod lewym okiem już zaczął malować się pierwszy siniec. Wyglądała okropnie, ale żyła. I nie chciała słyszeć o kolejnej śmierci. Znalazła go gdzieś na zewnątrz. Tutaj też zbierano ciała poległych, tych którzy stracili życie w czasie drugiej fali ataku. Słońce rozjaśniało zniszczone błonia. A jeszcze poprzedniego wieczoru wyglądały dokładnie tak samo, jak dobrych dwadzieścia lat wcześniej, gdy kończyli szkołę. Teraz nie zostało z nich nic znajomego. Wszędzie zryta ziemia, trawa pokryta szkarłatem, fragmentami ubrań, zerwanymi maskami, rozniesionymi w drobny mak drzewami. Wody jeziora smętnie uderzały o brzeg, jakby chciały jeszcze podkreślić to, co się dookoła działo. Otto siedział na fragmencie kamiennych schodów, który jakimś cudem ocalał. Wyglądał na zmęczonego, jego twarz pokrywały zadrapania i pierwsze, prowizoryczne jeszcze opatrunki. Mimo to uśmiechał się ciepło do młodej dziewczyny, która starała się jakoś załagodzić jego ból. Rozmawiali nawet cicho i przez chwilę Victoria miała ochotę odwrócić się, odejść i uznać, że skoro widziała go żywego, wszystko jest w porządku. Ale potem uczucie przypominające o stracie wzięło nad nią górę. Nie miała już nic cennego, jak większość z tych smętnych cieni kręcących się gdzieś blisko niej, nie zamierzała więc po prostu odchodzić. - Myślałam, że leżysz gdzieś w ciężkim stanie… A ty całkiem nieźle sobie radzisz – głos lekko jej drżał, chociaż ze wszystkich sił powstrzymywała łzy. Spojrzała na niego z góry przytrzymując dość mocno złamaną rękę, żeby nic więcej sobie w nią nie zrobić. Otto zareagował zupełnie inaczej, niż się spodziewała. Nie zaśmiał się idiotycznie, nie wyszczerzył do niej zębów w uśmiechu, czy cokolwiek takiego. Poderwał się gwałtownie nie zważając na to, w jakim jest stanie i objął ją bardzo delikatnie, by przypadkiem nie urazić którejś z ran. Słyszała jego przyspieszony oddech gdzieś blisko swojego ucha, ale mężczyzna milczał. A ona dłużej nie mogła się powstrzymywać i rozpłakała się jak dzieciak. - Ciii. Już dobrze – wyszeptał blondyn odsuwając się od niej nieznacznie. Głos drżał mu mocno, uśmiechał się jednak bardzo lekko, choć nie mogła tego już zobaczyć. A potem… Potem po prostu ją pocałował. Sam nie wiedział dlaczego, po prostu pochylił się i sięgnął jej ust, a serce zabiło mu w piersi jak zwariowane. Już się nie bał, nie martwił i nie wmawiał sobie, że wszystko jakoś się ułoży. Teraz, co było zadziwiające, gdy sobie to uświadomił, był pewien, że przyszłość, chociaż po utracie prawie wszystkich przyjaciół, będzie całkiem kolorowa. A raczej… Zielona.
Właśnie to miało się mieszać. W końcu, jak to się mówi, po każdej burzy wychodzi słońce.
bardzo ciekawy, emocjonujący tekst
ale pocałunek też niczego sobie
miło znów zobaczyć Otta u ciebie "w akcji";D
Akcji